Nowe przepisy dotyczące języka w ogłoszeniach zatrudnienia sprawiły, że Powiatowy Urząd Pracy w Wadowicach znalazł się w trudnej sytuacji. Od 24 grudnia 2025 r. pracodawcy muszą używać nazw stanowisk neutralnych płciowo, co w teorii ma wyrównywać szanse i nie sugerować preferencji wobec kobiet czy mężczyzn. W praktyce jednak pojawił się chaos — brak oficjalnego słownika i jasnych wytycznych sprawił, że nawet 80 procent lokalnych ofert koliduje z przepisami.

Urzędnicy mówią wprost: wiele ogłoszeń trudno „przetłumaczyć” na nowy język. Jak opisać stanowisko ładowacza nieczystości, stolarza meblowego czy lakiernika tak, by uniknąć wskazania płci — a jednocześnie zachować sens i przejrzystość? Część zawodów da się zapisać podwójnie, jak kasjer/kasjerka, ale przy profesjach technicznych zaczynają się problemy.


Do tego dochodzi kwestia odpowiedzialności. Państwowa Inspekcja Pracy przyznaje, że na razie nie ma narzędzi do karania za „nie-neutralne” oferty. Jednak osoba, która poczuje się dyskryminowana ogłoszeniem, może skierować sprawę do sądu i domagać się odszkodowania. A to oznacza, że ignorowanie przepisów jest ryzykowne.

Eksperci zachęcają, by zamiast prowizorki stosować rozwiązania systemowe: formy podwójne, określenia opisowe („pracownik budowlany”, „osoba do robót stolarskich”) i unikanie języka sugerującego płeć. Wadowicki PUP musi więc nie tylko poprawiać ogłoszenia, lecz także edukować przedsiębiorców.

Cała sytuacja pokazuje szerszy problem: prawo wprowadzone szybko i bez wsparcia narzędzi tworzy więcej wątpliwości niż porządku. I zanim zadziała, zatrzymuje codzienną praktykę — nawet w urzędach, które powinny być jego pierwszymi wykonawcami.