Według relacji mężczyzny, został on zatrzymany pod jedną z aptek i przewieziony radiowozem pod oddział banku. Tam, jak twierdzi był przesłuchiwany w policyjnym aucie (i przymuszany do przyznania się) a nie w budynku komisariatu. Już sam ten fakt budzi pytania o zasadność i formę prowadzonych czynności, zwłaszcza że Teodor Cibor nie był formalnie zatrzymany ani nie usłyszał żadnych zarzutów.

Kluczowym elementem tej historii są wyraźne rozbieżności pomiędzy jego wyglądem a opisem sprawcy, który krążył wówczas w przestrzeni publicznej. Z dostępnych informacji wynikało, że napastnik miał około 165 centymetrów wzrostu. Tymczasem Teodor Cibor ma ponad 182 centymetrów i postawną sylwetkę, trudną do pomylenia z takim opisem. Mimo to, jak relacjonuje, znalazł się w kręgu podejrzeń. Sam poszkodowany podkreśla, że był spokojny i od początku deklarował pełną gotowość do współpracy. Proponował policjantom, aby podeszli do banku i skonfrontowali bezpośrednio z jego obsługą, licząc na szybkie i jednoznaczne potwierdzenie swojej niewinności. Do takiej konfrontacji jednak nie doszło.


Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak sposobu traktowania podczas czynności prowadzonych w radiowozie. Mężczyzna twierdzi, że był wyśmiewany i obrażany (miał być nazywany „świrem”), a funkcjonariusze mieli ignorować informacje o jego stanach lękowych. W swojej relacji wskazuje również na zachowania, które odbiera jako poniżające. Jak mówi, zamiast spokojnej prośby o pokazanie nogi czy obuwia, miał być uderzany w nogę, co porównuje do traktowania „jak psa”. Taki sposób postępowania, jeśli miał miejsce, wykraczał daleko poza standardowe czynności sprawdzające. Po zakończeniu interwencji, jak podkreśla Cibor, nie usłyszał ani wyjaśnień, ani przeprosin. Został z poczuciem krzywdy i przekonaniem, że potraktowano go przedmiotowo, bez refleksji nad konsekwencjami takiego działania wobec osoby postronnej.

To wciąż relacja jednostronna, jednak jej treść rodzi istotne pytania o standardy interwencji podejmowanych w sytuacjach kryzysowych. Czy działania były oparte na realnych przesłankach? Czy w trakcie czynności zachowano elementarny szacunek wobec obywatela? Odpowiedzi na te pytania są kluczowe nie tylko dla tej sprawy, ale także dla zaufania mieszkańców do policji.