Czwartkowe popołudnie i wieczór 22 stycznia przyniosły niepokój mieszkańcom zachodniej Małopolski. Silne drgania gruntu były odczuwalne w rejonie Chrzanowa, Trzebini oraz Oświęcimia. Relacje mieszkańców były podobne: trzęsące się ściany, wyraźne drgania podłóg i głuchy huk, który w wielu domach wzbudził obawy o bezpieczeństwo budynków. Jak się okazało, źródłem wstrząsów nie była naturalna aktywność sejsmiczna, lecz zdarzenia związane z działalnością górniczą.
Pierwsze zgłoszenia zaczęły napływać po godzinie 20.30. Do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Chrzanowie zadzwoniło około 30 osób z różnych miejscowości, m.in. z Libiąża, Zagórza, Wygiełzowa i Żarek. Skala zgłoszeń była na tyle duża, że służby od razu zaczęły brać pod uwagę związek zdarzeń z funkcjonowaniem kopalni w regionie. Informacje te potwierdził dyrektor centrum kryzysowego w rozmowie z mediami.
W piątek rano wątpliwości zostały rozwiane. Wyższy Urząd Górniczy potwierdził, że przyczyną wstrząsów był silny wstrząs w Kopalni Janina w Libiążu. Z danych przekazanych przez centrum kryzysowe wynika, że w czwartek doszło do trzech wstrząsów. Pierwszy, zarejestrowany o godzinie 17.31, miał magnitudę 2,21, drugi o 18.27 – 2,13. Najsilniejszy wstrząs nastąpił o 20.37 i osiągnął magnitudę 3,10. To właśnie on był najbardziej odczuwalny i spowodował lawinę zgłoszeń od zaniepokojonych mieszkańców.
Władze powiatu chrzanowskiego przypominają, że kilka dni wcześniej również dochodziło do podobnych, choć słabszych zdarzeń. 20 stycznia odnotowano dwa wstrząsy o magnitudach 1,94 oraz 2,00, których źródłem był ten sam obszar górniczy. Informacje te pochodziły z pomiarów prowadzonych przez specjalistów z Głównego Instytutu Górniczego w Katowicach. Dziś wiadomo, że tamte zdarzenia były sygnałem ostrzegawczym przed silniejszymi wstrząsami z 22 stycznia.
Na ten moment nie ma informacji o poważnych zniszczeniach ani osobach poszkodowanych. Sprawa po raz kolejny zwróciła jednak uwagę na wpływ działalności górniczej na codzienne życie mieszkańców zachodniej Małopolski i wywołała pytania o skuteczność systemów monitorowania oraz informowania o możliwych zagrożeniach.
Zdjęcie: Wikipedia Marcin Czekaj