Radni uznawani za sprzyjających Beacie Smolec, burmistrz Andrychowa, demonstracyjnie opuścili salę obrad w trakcie posiedzenia. Oficjalnym powodem protestu miał być brak możliwości zapoznania się z poprawkami do uchwały budżetowej, jednak w ocenie części radnych i obserwatorów sytuacja wyglądała raczej na emocjonalną reakcję niż przemyślany sprzeciw. Padały komentarze, że radni burmistrz po prostu obrazili się jak małe dzieci, gdy sprawy nie potoczyły się po ich myśli.
Na tym jednak nie zakończyły się kontrowersje. Jak relacjonują świadkowie, po opuszczeniu sali obrad na korytarzach urzędu doszło do awantur. Radni sprzyjający Beacie Smolec mieli zachowywać się w sposób karczemny, podnosić głos i wdawać się w ostre, emocjonalne wymiany zdań. Atmosfera daleka była od rzeczowej dyskusji, a napięcie przeniosło się poza oficjalną część sesji, co tylko pogłębiło chaos wokół prac nad budżetem.
Kontekst tej sytuacji jest jednak znacznie szerszy. Projekt budżetu gminy nie spiął się finansowo, ponieważ został oparty na założeniu podwyżek podatków lokalnych. Propozycje te były już wcześniej kilkukrotnie odrzucane przez radę, mimo to ponownie wpisano je do planowanych dochodów. W efekcie powstała poważna luka budżetowa, a planowanie wydatków – w tym kosztownych inwestycji – zaczęło opierać się na środkach, których gmina realnie nie posiada.
Do całej sytuacji odniósł się także Roman Babski, który w przerwie obrad nie krył oburzenia. Podkreślił, że takie zachowanie radnych jest w samorządzie nie do pomyślenia, a sceny rozgrywające się na korytarzach nazwał niedopuszczalnymi. Jak zaznaczył, z taką skalą chamstwa i brakiem elementarnego szacunku dla instytucji rady nie spotkał się nigdy wcześniej. Jego słowa tylko potwierdziły, że spór o budżet w Andrychowie dawno przestał dotyczyć wyłącznie liczb, a coraz bardziej przypomina konflikt oparty na emocjach i personalnych animozjach.