Radni tworzący większość w Radzie Miejskiej w Andrychowie pojawili się na dzisiejszym wznowieniu grudniowej sesji z gotowym pakietem własnych zmian do projektu budżetu oraz wieloletniej prognozy finansowej. Jak podkreślają, zdecydowali się na ten krok, ponieważ nie doczekali się inicjatywy w tym zakresie ze strony burmistrz Beaty Smolec, która nie przedstawiła oczekiwanych korekt do proponowanych dokumentów finansowych.

Budżet udało się uchwalić a na koniec burzliwych obrad z ust wiceprzewodniczącego Romana Babskiego padły przeprosiny skierowane do mieszkańców za zachowanie części radnych oraz za język, który – jak podkreślił – nigdy nie powinien paść podczas oficjalnej sesji.

„Myślę, że w imieniu Rady wszystkim mieszkańcom Andrychowa należą się dzisiaj przeprosiny za zachowanie części radnych, za słowa, które tutaj padały” – mówił Roman Babski. Wprost przypomniano, że określenia takie jak „cyrk” czy porównania do „standardów rosyjskich i białoruskich” padły z ust Jakuba Guzdka, który jednocześnie należy do grona osób najgłośniej domagających się odwołania całej rady. Jak zaznaczono, tego typu retoryka stoi w rażącej sprzeczności z powagą instytucji samorządowej.

Atmosfera dodatkowo zagęściła się w przerwie obrad. Radni relacjonowali, że na korytarzu doszło do awantur, a sytuacja była na tyle napięta, iż – jak padło z mównicy – „zostaliśmy niemal zaatakowani przez rozwrzeszczany tłum na korytarzu, wylewający się z gabinetu pana wiceburmistrza”. Wskazywano, że takie zachowania nie przystoją osobom pełniącym funkcje publiczne, zwłaszcza tym, którzy stawiają się w roli moralnych recenzentów całej rady.


Mimo demonstracyjnego opuszczenia sali przez część radnych, większość obecnych doprowadziła do uchwalenia budżetu. Podkreślano, że przyjęty dokument jest bardziej rozbudowany, zawiera nowe zadania i – co istotne – zmniejsza planowany deficyt. – „Żadna z inwestycji nie została wycofana. Żadna” – powiedziała radna Alicja Studniarz. Zwracano uwagę m.in. na inwestycje drogowe, parking w Inwałdzie, środki dla Roczyn oraz zabezpieczenie pieniędzy na oświetlenie uliczne, które wcześniej w projekcie budżetu w ogóle się nie pojawiały.

Jednym z najmocniejszych momentów sesji było podsumowanie politycznego układu w radzie. – „Proszę zobaczyć na tę salę. Nie ma radnych, wyszli. Obrazili się, że są w mniejszości” – mówiła radna Alicja Studniarz, dodając, że praca w sytuacji, gdy burmistrz Beata Smolec nie ma za sobą większości, jest trudna, ale „najbardziej korzystna dla mieszkańców”. Wskazywano, że to właśnie brak automatycznej większości zmusza do kontroli, dyskusji i pilnowania interesu społecznego.

Nie zabrakło również stanowczej reakcji na inne kontrowersyjne wypowiedzi, w tym użycie określenia „szpital psychiatryczny” jako obelgi. – „Czy szpital psychiatryczny jest obelgą? Czy ludzie, którzy się tam leczą, mają służyć jako argument w politycznej awanturze? To jest skandal” – powiedziała Alicja Studniarz, odnosząc się w ten sposób do słów radnego Macieja Kobielusa

„W zeszłym roku, po odrzuceniu pierwszego budżetu w grudniu, były zapowiedzi, że będziemy szukać kompromisu. Odbyło się spotkanie, podczas którego jako grupa radnych przedstawiliśmy propozycje do budżetu. Podkreślaliśmy, że nie chodzi o uwzględnienie wszystkich naszych postulatów, ale chociaż części z nich. Niestety efekt był taki, że pani burmistrz nie wprowadziła ani jednego zadania, na którym nam zależało. Dlatego Rada Miejska musiała wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie przygotować projekt budżetu. W tym roku było jeszcze gorzej – nie padła nawet deklaracja chęci rozmów czy szukania kompromisu. Nie było żadnej próby spotkania z radnymi i wypracowania wspólnych rozwiązań.” – W ten sposób przebieg prac nad budżetem podsumował radny Sławomir Jończy, wskazując na brak dialogu ze strony burmistrz i konieczność przejęcia inicjatywy przez Radę Miejską.

Zdjęcie: FB Beata Smolec