Pierwsze dni działania strefy czystego transportu w Krakowie przyniosły więcej emocji niż spokoju. Jak informuje Zarząd Dróg Miasta Krakowa, tylko w ciągu czterech dni uszkodzonych lub skradzionych zostało około 20 znaków drogowych w 14 lokalizacjach. Sprawy trafiły na policję, a urzędnicy zapowiadają analizę miejskiego monitoringu i ustalenie winnych.
Koszt jednego znaku to ok. 600 zł, ale – jak podkreślają przedstawiciele ZDMK – problem jest szerszy. Wokół SCT narasta opór, szczególnie wśród kierowców z przedmieść. W mediach społecznościowych powstała grupa „Blade Runners SCT Kraków”, licząca już ponad 21 tys. obserwujących. To tam przeciwnicy strefy organizują się, komentują decyzje władz i dokumentują własne zastrzeżenia.
Najczęściej pojawia się argument o nierównościach. Krytycy podnoszą, że mieszkańcy Krakowa mają ulgi, podczas gdy kierowcy spoza miasta muszą płacić za wjazd starszymi autami. Zwracają uwagę także na duży obszar objęty SCT — około 61 proc. powierzchni miasta — oraz brak świeżych danych środowiskowych, które w ich ocenie uzasadniałyby tak szerokie ograniczenia.
Miasto odpowiada, że działa w ramach prawa i w trosce o zdrowie mieszkańców. SCT obowiązuje od 1 stycznia 2026 r. i obejmuje teren do IV obwodnicy. Do strefy bez dodatkowych opłat mogą wjeżdżać samochody spełniające odpowiednie normy: co najmniej Euro 4 w przypadku benzyny i LPG oraz Euro 6 dla diesli. Pozostali muszą uiścić opłatę — od 2,5 zł za godzinę do 100 zł miesięcznie — przy czym stawki będą stopniowo rosły, a od 2028 r. najstarsze auta znikną z ulic całkowicie.
Na razie władze zapowiadają okres „miękkiego” wprowadzania przepisów — zamiast mandatów kierowcy mają otrzymywać pouczenia. Jednocześnie prezydent Aleksander Miszalski deklaruje, że wpływy ze SCT trafią na wymianę pieców w gminach ościennych.
14 stycznia Wojewódzki Sąd Administracyjny zajmie się skargami przeciwników strefy. Wyrok nie będzie prawomocny, ale pokaże, w którą stronę toczący się spór może zmierzać. Na razie jedno jest pewne: SCT stała się symbolem szerszego konfliktu — między ambicjami klimatycznymi a codziennością kierowców.