Prace geologiczne na planowanym fragmencie Beskidzkiej Drogi Integracyjnej między Chocznią a Kalwarią Zebrzydowską nie ruszą tak szybko, jak zapowiadano. Krajowa Izba Odwoławcza nakazała GDDKiA ponownie ocenić oferty w przetargu, co oznacza kilkumiesięczne opóźnienie. To kolejny zwrot w wieloletniej historii tej inwestycji, która dla Wadowic ma strategiczne znaczenie — zarówno komunikacyjne, jak i wizerunkowe.
Jak poinformował rzecznik krakowskiego oddziału GDDKiA, Kacper Michna, unieważniono wcześniejszy wybór wykonawcy po tym, jak KIO przyjęła odwołanie jednej z firm. Teraz wszystkie oferty muszą zostać przeanalizowane od początku, co ponownie przesuwa harmonogram. Od lat ten odcinek BDI jest pechowy — najpierw miasto torpedowało postępy, zaskarżając decyzje środowiskowe, potem wycofało sprzeciw, chcąc przyspieszyć budowę, a dziś inwestycja blokuje się na procedurach przetargowych.
Wyłoniony w końcu wykonawca będzie odpowiadał za szeroki pakiet prac geologicznych pod trzy przyszłe węzły: Chocznia, Wadowice i Jaroszowice. Dopiero na ich podstawie powstanie projekt budowlany i będzie można wnioskować o ZRID — decyzję umożliwiającą wejście na plac budowy.
W tym czasie na innych odcinkach S52 odwierty już trwają — pierwsze wiercenia na trasie Bielsko-Biała Hałcnów – Bulowice rozpoczęto latem. Cała BDI to przedsięwzięcie rozłożone do końca dekady. GDDKiA chce w 2027 roku złożyć wnioski o ZRID dla wszystkich fragmentów, a sama budowa wpisuje się w rządowy plan drogowy do 2030 roku, z możliwością wydłużenia prac do 2033.