Zaniepokojeni mieszkańcy przesłali nam pytania i odpowiedzi jakie zadali…
Za kulisami – nagrody dla dyrekcji, milczenie Rady Społecznej i coraz więcej pytań o skuteczność nadzoru. Strata rośnie w błyskawicznym tempie. Rok 2023 szpital zakończył stratą netto przekraczającą 3,7 miliona złotych. Już wtedy sytuacja finansowa powinna zapalić czerwone światło ostrzegawcze. Tymczasem zamiast poprawy – przyszło gwałtowne pogorszenie. W 2024 roku strata sięgnęła blisko 9,5 miliona złotych, ponad dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej. Każdego dnia funkcjonowania ZZOZ generował więc dziesiątki tysięcy złotych deficytu. W trakcie posiedzeń Rady Społecznej ostrzegano przed rosnącymi kosztami wynagrodzeń, amortyzacją, nierozliczonymi nadwykonaniami i rozbieżnościami w danych kadrowych. Padały pytania o realność planu finansowego, ale na tym się kończyło – żadnych decyzji naprawczych, żadnych realnych konsekwencji. Powiat był zmuszony umarzać pożyczki przekraczające 2 mln zł, by ratować płynność jednostki. Nagrody mimo strat. Między 2020, a 2023 rokiem dyrektor szpitala Barbara Bulanowska otrzymała cztery nagrody roczne o łącznej wartości 88 tysięcy złotych brutto. Za 2020 rok – 12 tys. zł, za 2021 – 23 tys. zł, za 2022 – 28 tys. zł, a za 2023 – 25 tys. zł. Co ważne, wszystkie te nagrody przyznawał poprzedni Zarząd Powiatu Wadowickiego z Prawa i Sprawiedliwości, po uprzedniej pozytywnej opinii Rady Społecznej. Decyzje o nagrodach zapadały w czasie, gdy szpital już tonął w stratach, borykał się z nierozliczonymi nadwykonaniami, a Powiat Wadowicki był zmuszony dokapitalizowywać jednostkę oraz umarzać jej pożyczki. To rodzi podstawowe pytanie – jak oceniano „wyniki pracy” dyrekcji i dlaczego sytuacja ekonomiczna nie była decydującym kryterium przy przyznawaniu dodatkowych pieniędzy?


W poprzedniej kadencji powiatu za nadzór nad szpitalem odpowiadała wicestarosta Beata Smolec, która również pobierała około 3 tysiące złotych dodatku miesięcznie za nadzór nad ZZOZ-em.To w tym okresie dyrektor szpitala zaczynała z wynagrodzeniem rzędu około 18 tysięcy złotych, a kończyła kadencję z uposażeniem sięgającym blisko 27 tysięcy złotych – wzrost o około 9 tysięcy miesięcznie, przy wciąż ujemnym wyniku finansowym placówki. Wzrost pensji, nagrody i stale ujemny wynik szpitala każą postawić pytanie wprost: kto w tamtym czasie naprawdę pilnował interesu mieszkańców – i co w tej sprawie robiły osoby faktycznie odpowiedzialne za szpital jak Beata Smolec?
Przewodniczący bez sprzeciwu.
W całym tym procesie centralną postacią jest Wojciech Polak, przewodniczący Rady Społecznej działającej przy szpitalu oraz wicestarosta odpowiedzialny za szpital w tej kadencji. To on prowadził posiedzenia, nadzorował przebieg głosowań i opiniował kluczowe dokumenty finansowe. I choć rada ma jedynie charakter opiniodawczy, jej głos ma duże znaczenie — jest sygnałem politycznym i społecznym o tym, jak oceniana jest sytuacja w placówce. Z protokołów wynika jasno: o rosnących stratach wiedziano, dyskutowano, wskazywano ryzyka. Ale nigdy nie padł stanowczy sprzeciw, nigdy nie pojawiła się negatywna opinia wobec polityki finansowej szpitala czy przyznawania nagród. Cisza zamiast reakcji. Tym bardziej zastanawia, że Wojciech Polak, oprócz funkcji przewodniczącego społecznej rady, otrzymuje jako wicestarosta z budżetu powiatu około 3 tysiące złotych miesięcznie jako dodatek za nadzór nad ZZOZ-em. Czy osoba pobierająca środki publiczne za kontrolę szpitala naprawdę nie zauważała lawinowo rosnącej straty? Czy pełniący funkcję nadzorczą przewodniczący zrobił wszystko, by jej zapobiec – zwłaszcza że w tej roli działał jako odpowiedzialny za szpital i jego nadzór? Niewygodne pytanie o brak audytu. W obecnej sytuacji kluczowe jest także pytanie o to, czego nie zrobiono w poprzedniej kadencji, gdy w powiecie rządziło PiS. Mimo narastającego zadłużenia, napiętej sytuacji finansowej i widocznych problemów organizacyjnych, przez całą kadencję nie zlecono kompleksowej, zewnętrznej kontroli ani audytu szpitala, choć dziś – już w nowej rzeczywistości politycznej – audyt jest jednym z pierwszych oczekiwanych działań naprawczych. Dlaczego więc poprzedni zarząd, z Beatą Smolec odpowiedzialną za nadzór, nie zdecydował się na pełne sprawdzenie sytuacji placówki, gdy jeszcze można było zareagować wcześniej?
System nadzoru – fikcja czy rzeczywistość?
Formalnie nadzór nad wadowickim szpitalem obejmuje kontrole, audyty oraz działania komórek odpowiedzialnych za ochronę zdrowia w starostwie. W praktyce – mimo raportów i analiz – sytuacja finansowa z roku na rok wygląda gorzej, a zadłużenie i deficyt rosną. Powiat umarza pożyczki, dyrekcja chwali się kolejnymi inwestycjami, a Rada Społeczna opiniuje dokumenty bez sprzeciwu. Bilans? Blisko 10 milionów złotych straty rocznie i coraz więcej wątpliwości co do tego, czy ktoś faktycznie kontroluje sytuację. Mieszkańcy powiatu mają prawo do jasnych odpowiedzi – kto ponosi odpowiedzialność za te decyzje i dlaczego w kluczowych momentach zabrakło reakcji tych, którzy mieli chronić interes publiczny? Bo gdy pieniądze publiczne znikają w dziurze budżetowej, a nagrody i podwyżki płyną szerokim strumieniem mimo ujemnego wyniku szpitala.



Do tematu powrócimy