
Wieś w uścisku strachu: Agresja, fetor i walki wewnątrz stada
Od wielu miesięcy codzienne życie części wsi Zakrzów przypominało permanentny stan zagrożenia i nieustanny stres. Jedna z nieruchomości zamieniła się w bombę biologiczną i behawioralną, gdzie w stłoczeniu wegetowało – według relacji sąsiadów – od 60 do nawet 70 kundli. Koszmarny, nieustanny hałas, ujadanie i potworny, duszący fetor odchodów roznoszący się po całej okolicy uniemożliwiały normalne funkcjonowanie i otwarcie okien. Mieszkańcy zostali uwięzieni we własnych domach, skazani na ignorowanie ich próśb o pomoc.
Największy, w pełni uzasadniony niepokój budziło jednak bezpieczeństwo bezbronnych dzieci. Dziesiątki psów regularnie wydostawały się poza dziurawe, prowizoryczne ogrodzenie, biegając po całej wsi i atakując przechodniów oraz dzieci zmierzające do szkoły. Przerażeni rodzice musieli codziennie osobiście eskortować swoje pociechy na lekcje, drżąc o ich zdrowie i życie. Psy z Zakrzowa nie tylko terroryzowały ludzi, ale i rozszarpywały inne zwierzęta domowe. Na samej posesji dochodziło do dantejskich scen – z powodu stłoczenia i braku należytej opieki zwierzęta wewnątrz stada zaczęły walczyć między sobą i wzajemnie się zagryzać.
Wizerunku tej patologii dopełniała postać właściciela, pana Leszka. Mężczyzna reagował agresją na jakiekolwiek próby zwrócenia uwagi, przez co zastraszeni sąsiedzi bali się interweniować i zgłaszać sprawę pod własnym nazwiskiem w obawie przed zemstą. Oficjalne dane urzędowe z lipca 2024 roku mówiły o 60 psach na posesji (25 psów, 29 suk i 6 szczeniąt), z kolei w dokumentach przewijała się liczba 61. Sam właściciel bezczelnie kłamał, twierdząc, że ma ich tylko 45. Gdzie podziało się kilkanaście brakujących zwierząt? Odpowiedź na to pytanie obnaża całkowity brak kontroli nad dramatem, który przez lata rozgrywał się w białych rękawiczkach gminiarskiego aparatu. Choć na posesji dochodziło w przeszłości do interwencji organizacji prozwierzęcych, nie przynosiły one żadnych trwałych rezultatów.
Szybkie cięcie DIOZ: Dynamiczna akcja w asyście policji i celebrytów
Wszystko zaczęło się od nagłośnienia tego skandalu na łamach naszego portalu wrzuc.info i uruchomienia lawiny medialnej. Granica wytrzymałości została przekroczona w środę, 3 czerwca. Gdy lokalne instytucje zasłaniały się procedurami, do Zakrzowa wkroczył Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ), biorąc sprawy w swoje ręce. Pod posesję zajechały dwa busy wypełnione klatkami transportowymi. Inspektorzy przeprowadzili błyskawiczną, trwającą od godziny 13:00 do około 17:00 akcję, wywożąc z tego piekła niemal całe stado – 50 sztuk skrajnie zaniedbanych psów. Za tę sprawną i odważną interwencję organizacji należą się najwyższe słowa uznania i ogromny szacunek.
Zgodnie z przewidywaniami, w trakcie odbierania zwierząt na miejscu pojawił się właściciel, pan Leszek. Jego furię i agresywne zachowanie musieli natychmiast spacyfikować wezwani na miejsce Policjanci, którzy szybko i zdecydowanie „ustawili go do pionu”. Akcję ratunkową osobiście wspierała znana celebrytka Laluna, której profil na Instagramie śledzi blisko 600 tysięcy osób. Naszą relację na żywo (LIVE) z tego dramatycznego wydarzenia oglądało w każdej sekundzie ponad pół tysiąca wstrząśniętych widzów.
To, co inspektorzy wyciągnęli z rąk oprawcy, potwierdziło najgorsze scenariusze. Zwierzęta, będące wynikiem wieloletniego, patologicznego chowu wsobnego, znajdowały się w katastrofalnym stanie fizycznym i psychicznym. Wiele psów miało tylko jedno oko, potworne uszkodzenia skóry, głębokie rany oraz zdeformowane i uszkodzone kości. Przez lata cierpiały, męczone przez właściciela.
Systemowa patologia: Kto odpowie za 8 lat milczenia?
Finał sprawy w Zakrzowie to potężny, bezkompromisowy akt oskarżenia wobec lokalnych struktur władzy. Od ośmiu lat gmina Stryszów oraz Powiatowy Inspektorat Weterynarii nie zrobili absolutnie nic, aby powstrzymać to barbarzyństwo, zatrzymać chów wsobny na posesji i pomóc udręczonym mieszkańcom. Pozwolono, by horror trwał w najlepsze, a ludzie żyli w ciągłym strachu przed agresywną watahą.

Gdy w trakcie trwania interwencji redakcja wrzuc.info udała się do Urzędu Gminy Stryszów, by zażądać wyjaśnień, urzędnicy po prostu uciekli od odpowiedzialności. Poinformowano nas, że w budynku nie ma ani Wójta Szymona Dumana, ani żadnej innej osoby kompetentnej, która mogłaby odpowiedzieć za wieloletnie zaniedbania wokół tej posesji. Równie bezużyteczna okazała się postawa posła Filipa Kaczyńskiego, który mimo wcześniejszych, hucznych i medialnych zapowiedzi nie zrobił absolutnie nic, aby ten palący problem realnie rozwiązać.
Sprawa Zakrzowa nie zostanie zamiecona pod dywan. Dzisiaj pytamy głośno: czy sprawca tego koszmaru, pan Leszek, poniesie surową odpowiedzialność karną? I najważniejsze – kiedy za rażące niedopełnienie obowiązków i dopuszczenie do tej systemowej patologii odpowiedzą wójt Szymon Duman, Powiatowy Inspektor Weterynarii oraz bezduszni urzędnicy? Czas bezkarności właśnie się skończył.
Link do oryginalnego artykułu na naszym portalu: https://wrzuc.info/zakrzow-dziesiatki-psow-na-jednej-posesji-mieszkancy-mowia-o-atakach-smrodzie-i-bezradnosci/
A na koniec śmieszno-straszny obrazek z Urzędu w gminie Stryszów- nasze zdjęcie z 3 czerwca

