Kocur, nazwany przez opiekunów Carmelem, jest obecnie w trakcie szczegółowej diagnostyki. Początkowo podejrzewano złamanie kończyny, jednak badania wykazały, że łapa została dotkliwie pogryziona. Ze względu na stan zapalny i ból wdrożono silną antybiotykoterapię. Na tym jednak lista obrażeń się nie kończy. Już po przewiezieniu do domu tymczasowego wolontariusze odkryli kolejne rany – w sumie pięć głębokich „dziur” w ciele kota. Zwierzę jest obolałe i nie pozwala jeszcze na dokładne oględziny, dlatego nie można wykluczyć, że obrażeń jest więcej.

Dodatkowy niepokój budzą informacje przekazane przez mieszkańców okolicy, z której pochodzi Carmel. Według nich ktoś ma tam strzelać do zwierząt z broni pneumatycznej. Stowarzyszenie zapowiada, że sprawdzi, czy rany uznane dotąd za pogryzienia nie są w rzeczywistości śladami po śrucie. Sama myśl, że za cierpieniem kota mógł stać człowiek, jest dla wolontariuszy szczególnie trudna.


Przed Carmelem długie leczenie. Poza gojeniem ran konieczne będzie odrobaczenie, leczenie świerzbu w uszach, a także kastracja, szczepienia i wykonanie testów. Stowarzyszenie apeluje o wsparcie finansowe, które pozwoli przeprowadzić wszystkie niezbędne procedury i dać kotu szansę na bezpieczne życie. Zbiórka zostanie uruchomiona w najbliższym czasie, a już teraz można pomóc, wpłacając środki na konto organizacji z dopiskiem „na leczenie dla Carmela”. Numer konta: 76 1020 1433 0000 1102 0238 6282.

Wolontariusze nie zapominają też o tych, którzy zareagowali jako pierwsi. Szczególne podziękowania kierowane są do Zosi, dziewczynki, która nie przeszła obojętnie obok cierpiącego zwierzęcia i zdecydowała się zgłosić sprawę. To dzięki takim postawom możliwe jest ratowanie kolejnych istnień. Stowarzyszenie zapowiada, że będzie na bieżąco informować o wynikach badań i dalszych losach rudego wojownika.