Za działania odpowiada Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Bielsku-Białej, jednostka podległa prezydentowi miasta Jarosław Klimaszewski, jednemu z czołowych przedstawicieli Koalicja Obywatelska w regionie. W przestrzeni publicznej coraz częściej słychać głosy, że sposób zarządzania miejskim majątkiem rozmija się z deklaracjami o wrażliwości społecznej.

Redakcja skierowała do ZGM serię szczegółowych pytań dotyczących podstaw prawnych, terminu prac oraz zabezpieczenia interesów rodziny w tym możliwości wykupu mieszkania. Odpowiedzi były lakoniczne, wymijające, pozbawione konkretów. Zamiast wyjaśnień – ogólne formuły o „realizacji obowiązków ustawowych” i bezczelne formuły w stylu „My już odpowiadaliśmy na te pytania, kiedyś”

Relacja pani Doroty dodatkowo zaostrza obraz sytuacji. Jak twierdzi, w trakcie rozmów miała usłyszeć, że nawet jeśli przyprowadzi do sprawy dowolną telewizję, „i tak nic jej to nie da”. Takie słowa zastępcy prezydenta Klimaszewskiego, czyli Igora Klisia, są nie tylko przejawem arogancji, ale i demonstracją przekonania, że urząd nie musi liczyć się z opinią publiczną.


W czwartek 19 lutego o godzinie 9:00 inspektor ZGM Łukasz Dzida przyjechał z innymi osobami (nikt nie chciał się przedstawić kim jest) aby zamurować kominek (jedyne źródło ciepła) oraz zająć się instalacją wod-kan. Łukasz Dzida w sposób skandaliczny zachowywał się wobec lokatorki oraz nas- przedstawicieli mediów, nie chciał się przedstawić ani też podać podstawy prawnej interwencji. W związku z taką butą i arogancją władz, zgłasza się do nas coraz więcej pokrzywdzonych mieszkańców. Z całym tym układem patodeweloperskim walczy również Magdalena Madzia Radna Krajowa Partii Razem, która ostatnio zajęła się sprawą starszej kobiety zmuszanej ogrzewać mieszkanie promiennikami ciepła, gdzie koszty prądu są zabójcze i wynoszą ponad 600 zł na miesiąc za jeden pokój!

W Bielsku-Białej coraz częściej mówi się, że podobnych spraw są nawet setki. Lokatorzy skarżą się na presję administracyjną, kontrole i decyzje, które pogarszają ich sytuację życiową. Jednocześnie w mieście funkcjonują przykłady preferencyjnych warunków dla wybranych podmiotów korzystających z miejskiego majątku. Ten kontrast budzi rosnącą frustrację.

W przestrzeni publicznej krąży również informacja o znacznym majątku mieszkaniowym prezydenta. Dla wielu mieszkańców to symboliczny rozdźwięk między doświadczeniem władzy a codziennością rodzin walczących o podstawowe bezpieczeństwo. Coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, czy osoba posiadająca kilkanaście mieszkań rozumie realia ludzi, którzy drżą o ciepło w swoim jedynym lokum.

Samorząd nie może funkcjonować jak zamknięta twierdza. Milczenie, zdawkowe odpowiedzi i administracyjny ton nie rozwiążą problemu, który narasta. Sprawa pani Doroty Denys stała się testem wiarygodności władz miasta. To nie jest już wyłącznie spór o kominek. To pytanie o standardy, odpowiedzialność i elementarny szacunek wobec mieszkańców.

Poniżej zezwolenie na opalanie drewnem w kominku