Przejdź do treści

To nie pozostawia złudzeń: Wójt miał prawny obowiązek natychmiast odebrać psy z Zakrzowa!

To, co przez osiem długich lat działo się na jednej z prywatnych posesji w Zakrzowie (gmina Stryszów), urąga wszelkim standardom cywilizowanego świata. Horror mieszkańców terroryzowanych przez gigantyczne, niekontrolowane stado agresywnych psów oraz niewyobrażalne cierpienie samych zwierząt odsłoniły przerażający obraz urzędniczej znieczulicy. Dopiero bezkompromisowa interwencja obrońców praw zwierząt przerwała ten wieloletni koszmar. Teraz w urzędzie wybuchła panika, a gmina w pośpiechu wydaje kuriozalne oświadczenia. Mamy dowody na to, jak bezczelnie manipuluje się faktami i ignoruje polskie prawo!

Twarde prawo, a nie dobra wola. Co mówią paragrafy?

Gmina Stryszów w swoim oficjalnym oświadczeniu próbuje kreować narrację, jakoby jej ręce były związane, a podjęcie radykalnych kroków zależało od skomplikowanych procedur i milionowych funduszy. To brutalna manipulacja. Polskie prawo w sposób kategoryczny nakłada na organ wykonawczy gminy obowiązek natychmiastowego działania w obliczu znęcania się nad zwierzętami.

Kluczowym narzędziem w rękach włodarza jest art. 7 ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z przepisami:

  • Art. 7 ust. 1 wyraźnie wskazuje, że zwierzę traktowane w sposób określony w art. 6 ust. 2 (czyli m.in. utrzymywane w niewłaściwych warunkach bytowania, w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa) może być czasowo odebrane właścicielowi lub opiekunowi na podstawie decyzji wójta (burmistrza, prezydenta miasta) podjętej z urzędu lub na wniosek m.in. Policji, lekarza weterynarii czy organizacji społecznej.
  • Art. 7 ust. 3 idzie jeszcze dalej, regulując przypadki niecierpiące zwłoki – a z takim bez wątpienia mieliśmy do czynienia w Zakrzowie. Przepis ten mówi, że w sytuacjach nagłych, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, a także upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta, celem wydania następczej decyzji o odebraniu zwierzęcia.

Co to oznacza w praktyce? Wójt nie ma prawa kalkulować, czy mu się to opłaca, ani zasłaniać się „rozmowami dyscyplinującymi”. Jeśli uprawniony organ składa wniosek o odebranie zwierząt – włodarz gminy ma prawny i urzędniczy obowiązek wydać taką decyzję.

Oficjalny dokument weterynarii obnaża dwuletnie zaniechanie wójta

Gmina w swoim oświadczeniu z 5 czerwca 2026 roku bezczelnie zasłania się wyrwaną z kontekstu opinią Powiatowego Inspektoratu Weterynarii (PIW) z Wadowic z kwietnia tego roku, wedle której „zwierzęta wydają się być w dobrej kondycji zdrowotnej”.

Urzędnicy zataili jednak przed opinią publiczną porażający dokument sprzed dwóch lat. Dotarliśmy do oficjalnego pisma wydanego z upoważnienia Powiatowego Lekarza Weterynarii w Wadowicach (podpisanego przez inspektor ds. zdrowia i ochrony zwierząt, lek. wet. Joannę Steczek), będącego załącznikiem do notatki służbowej z dnia 31.07.2024 roku. Słowa tam zawarte niszczą całą linię obrony Urzędu Gminy Stryszów:

„W ocenie Powiatowego Lekarza Weterynarii w Wadowicach warunki utrzymywania psów wymagają NATYCHMIASTOWEJ interwencji Wójta Gminy Stryszów, zgodnie z kompetencjami przyznanymi mu wyżej cytowaną ustawą i ODEBRANIA zwierząt właścicielowi. Proszę w terminie 2 tygodni o informację zwrotną o podjętych działaniach w sprawie.”

Wójt Szymon Duman już w lipcu 2024 roku dostał czarno na białym jasne stanowisko Inspekcji Weterynaryjnej: warunki wymagają natychmiastowego odebrania zwierząt w trybie wspomnianego art. 7 ustawy o ochronie zwierząt. Dostał nawet dwutygodniowy termin na odpowiedź. Przez blisko dwa lata nakaz ten leżał w urzędzie, a dramat psów i terroryzowanych mieszkańców Zakrzowa trwał w najlepsze. Czy to już niedopełnienie obowiązków służbowych?

Horror w Zakrzowie: Agresja, fetor i walki wewnątrz stada

Przypomnijmy, od wielu miesięcy codzienne życie w Zakrzowie przypominało permanentny stan zagrożenia. Prywatna nieruchomość zamieniła się w bombę biologiczną i behawioralną, gdzie w strasznych warunkach wegetowało – według relacji sąsiadów – od 60 do nawet 70 psów. Koszmarny hałas, nieustanne ujadanie i duszący fetor odchodów roznoszący się po okolicy uniemożliwiały normalne funkcjonowanie.

Największy niepokój budziło bezpieczeństwo dzieci. Dziesiątki psów regularnie uciekały przez dziurawe ogrodzenie, biegając po wsi i atakując przechodniów. Na samej posesji dochodziło do dantejskich scen – z powodu stłoczenia i braku należytej opieki psy walczyły między sobą i wzajemnie się zagryzały. Oficjalne dane urzędowe z lipca 2024 roku mówiły o 60 psach na posesji, z kolei właściciel twierdził, że ma ich tylko 45. Gdzie podziało się kilkanaście brakujących zwierząt? To pytanie obnaża całkowity brak kontroli wójta nad horrorem, który działo się pod jego nosem.

Wielka akcja DIOZ i ucieczka władz przed kamerami

Granica wytrzymałości została przekroczona w środę, 3 czerwca 2026 roku. Gdy lokalne instytucje i wójt zasłaniali się brakiem pieniędzy, do Zakrzowa wkroczył Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ), realizując de facto obowiązki, których gmina unikała od lat. Inspektorzy przeprowadzili błyskawiczną akcję, wywożąc z tego piekła 50 sztuk skrajnie zaniedbanych psów. Zwierzęta, będące wynikiem lat patologicznego chowu wsobnego, były w katastrofalnym stanie – wiele miało tylko jedno oko, potworne rany, uszkodzenia skóry i zdeformowane kości.

Gdy w trakcie interwencji redakcja udała się do Urzędu Gminy Stryszów, urzędnicy uciekli od odpowiedzialności. Poinformowano nas, że w budynku nie ma ani wójta Szymona Dumana, ani żadnej innej kompetentnej osoby. równie bezużyteczna okazała się postawa posła Filipa Kaczyńskiego, który mimo wcześniejszych zapowiedzi nie zrobił nic, by pomóc mieszkańcom i zwierzętom.

Internetowa cenzura i kalkulowanie: Pieniądze ważniejsze niż prawo?

Zamiast uderzenia się w pierś, po akcji DIOZ-u na oficjalnych profilach wójta oraz gminy wybuchła panika. Administratorzy ruszyli do masowego usuwania pełnych oburzenia komentarzy mieszkańców, a ostatecznie całkowicie zablokowali możliwość wypowiadania się pod postami pod pretekstem „walki z hejtem”.

W wydanym 5 czerwca oświadczeniu gmina bezwstydnie zaczęła wyliczać koszty, twierdząc, że utrzymanie i leczenie psów do czasu wyroku sądu kosztowałoby ponad 1,25 mln zł rocznie (z dodatkowymi opłatami nawet 1,5 mln zł). Władze Stryszowa wprost przyznały, że wolały „rozmawiać” z właścicielem i sfinansować kilkadziesiąt sterylizacji, bo to „nie obciążało budżetu gminy kosztami”. Szkoda, że kalkulując zyski i straty, wójt zapomniał o kategorycznym nakazie Powiatowego Lekarza Weterynarii z lipca 2024 roku.

CUD w długi weekend! Strach ma wielkie oczy

Nagle okazało się, że jak grunt pali się pod nogami, to wyimaginowane paragrafy przestają być problemem, a pieniądze i moc przerobowa cudownie się odnajdują. W miniony długi weekend w urzędzie gminy Stryszów zapanował taki popłoch i strach przed odpowiedzialnością karną oraz medialnym linczem, że stał się CUD! Urzędnikom, którzy jeszcze w piątek wysyłali na posesję sekretarza gminy jedynie w „celach informacyjnych”, nagle udało się błyskawicznie załatwić wywóz pozostałych 5 psów do jednego ze schronisk w regionie.

Nagłe przebudzenie po dwóch latach ignorowania oficjalnych pism weterynarii! Czyżby strach przed prokuratorem i zarzutem niedopełnienia obowiązków (art. 231 Kodeksu Karnego) podziałał tak motywująco?

Urzędnicza zmowa milczenia? Oto co grozi wójtowi za lata zaniechań

Bezczynność stryszowskich urzędników i ignorowanie oficjalnego nakazu Powiatowego Lekarza Weterynarii z 2024 roku to nie tylko „kwestia złych intencji” czy wizerunkowa wpadka – to realne złamanie prawa, które podlega pod Kodeks Karny. Kluczowym przepisem, który wisi teraz nad wójtem Szymonem Dumanem oraz odpowiedzialnymi za sprawę podwładnymi, jest art. 231 § 1 Kodeksu Karnego (niedopełnienie obowiązków służbowych). Przepis ten jasno stanowi, że funkcjonariusz publiczny, który przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków i działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. W tym przypadku szkodą prywatną jest permanentne zagrożenie życia i zdrowia mieszkańców Zakrzowa, a w szczególności zwierząt znajdujących się na posesji, a publiczną – rażące godzenie w wizerunek i zaufanie do organów władzy. Ponadto, tolerując przez osiem lat horror psów na posesji mimo wiedzy o ich dramatycznym stanie, urzędnicy mogą otrzeć się o współudział w przestępstwie z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt (znęcanie się nad zwierzętami poprzez zaniechanie i utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania), za co grozi nawet do 3 lat więzienia. Strach przed prokuratorem, który nagle zajrzy w urzędowe segregatory, w pełni tłumaczy nagły „cud” i popłoch w stryszowskim magistracie podczas długiego weekendu.

Zdjęcie: FB Szymon Duman + fragment pisma PLW oraz Wikipedia

Avatar autora: Dawid Kierczak

Dawid Kierczak

Rodowity andrychowianin, który od ponad dekady konsekwentnie zajmuje się dziennikarstwem lokalnym. W swojej pracy chętnie sięga po tematy niewygodne, zwracając uwagę na niespójności, nierówności i zaniedbania, które zbyt często umykają publicznej debacie. Jego publikacje cechuje krytyczne spojrzenie na funkcjonowanie systemu oraz wyczulenie na społeczne absurdy. Po godzinach oddaje się swojej pasji do historii, ze szczególnym uwzględnieniem lotnictwa okresu II wojny światowej. Równowagę między powagą tematów a codziennością odnajduje w świecie gier komputerowych.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Marcin
Marcin
1 miesiąc temu

Popłoch wynika pewnie jeszcze z obawy że na jaw wyjdą inne „smaczki”

[esi wrzucinfo_modal cache="public" ttl="900"]
Menu