Silne konie, twardzi ludzie i ciężka, wymagająca praca – tak w skrócie można opisać zrywkę drewna w beskidzkich lasach. Właśnie tej tradycji i ludziom, którzy ją podtrzymują, poświęcone były XV Zawody Furmanów, które w niedzielę, 1 lutego, odbyły się na bulwarach w Węgierskiej Górce. Jubileuszowa edycja przyciągnęła tłumy widzów oraz ponad 20 ekip z Polski i Słowacji.

Wśród faworytów zawodów znalazł się Piotr Kubica, od lat regularnie stający na podium. Jak podkreślał, do rywalizacji nie przygotowuje się w sposób szczególny, ponieważ na co dzień pracuje w lesie i doskonale zna swoje konie. Zwracał uwagę, że choć współczesne leśnictwo coraz częściej korzysta z maszyn, są miejsca, do których ciężki sprzęt nie ma dostępu. Tam koń był, jest i – jak mówił – będzie niezastąpiony.


Organizatorzy podkreślali, że zawody mają znacznie głębszy wymiar niż sama sportowa rywalizacja. Ich celem jest pokazanie znaczenia koni pociągowych i furmańskich oraz przypomnienie roli, jaką przez pokolenia odgrywały w życiu górali. To także okazja do przybliżenia dawnych zwyczajów i codziennej pracy, która w górskich warunkach wymagała ogromnej siły, wytrwałości i zaufania między człowiekiem a zwierzęciem.

Jak zaznaczał Andrzej Wróbel, jeden z organizatorów, piętnasta edycja zawodów to mały jubileusz i potwierdzenie, że wydarzenie na stałe wpisało się w kalendarz beskidzkich imprez. Zawody zapoczątkował nieżyjący już Kazimierz Czech, a od samego początku w ich organizację zaangażowana była gmina Węgierska Górka. Dla wielu rodzin z regionu praca przy zrywce drewna wciąż pozostaje podstawowym źródłem utrzymania.

Uczestnicy mierzyli się w trzech głównych konkurencjach: sile uciągu, dokładności oraz zręczności powożenia. Nie zabrakło również konkurencji dodatkowych, przeznaczonych dla kobiet i rodzin, a także wyboru Mistera Furmanów, który wprowadził lżejszy, humorystyczny akcent. Jak podkreślali organizatorzy, żadna z konkurencji nie była łatwa, ponieważ konie, przyzwyczajone do spokojnej pracy w lesie, musiały zmierzyć się z hałasem, obecnością publiczności i sportową presją.

Tegoroczna edycja po raz kolejny pokazała, że zawody furmanów to nie tylko widowisko, ale także żywa lekcja tradycji i szacunku dla pracy ludzi oraz zwierząt, bez których beskidzkie lasy wyglądałyby dziś zupełnie inaczej.