Jedna z mieszkanek wychowuje dwoje dzieci, w tym niepełnosprawnego syna. Chłopiec ma alergię na grzyby i pleśń. W lokalu pojawia się wilgoć. Aby ją ograniczyć, trzeba wietrzyć. Wietrzenie oznacza wychłodzenie pomieszczeń, a to uruchamia promienniki praktycznie bez przerwy. Urządzenia są ustawione na 22 stopnie, lecz realna temperatura bywa znacznie niższa. Wysokie stropy kamienicy sprawiają, że ciepło ucieka do góry. Efekt to spirala kosztów.

Za samo ogrzewanie prądem przychodzi ponad 1300 zł miesięcznie. Łącznie rachunki za energię potrafią przekroczyć 1700 zł. Rodzina utrzymuje się z jednej pensji oraz świadczenia związanego z niepełnosprawnością dziecka. Każda zima oznacza niepewność.

Miasto i Zakład Gospodarki Mieszkaniowej mieli tłumaczyć brak podłączenia do sieci ciepłowniczej brakiem zgody wspólnoty. Skontaktowaliśmy się z jej przedstawicielami. Odpowiedź podważa tę wersję. Jak usłyszeliśmy, kilka lat temu istniał program dofinansowania podłączeń kamienic do ciepła miejskiego, obejmujący nawet 80 proc. kosztów. Propozycje objęcia nim budynku przy Kościuszki miały się pojawić, jednak – według wspólnoty – gmina nie wykazała wówczas realnego zainteresowania. Program wygasł, a od ostatniego spotkania z udziałem przedstawicieli miasta w 2018 roku nie przedstawiono żadnej nowej oferty ani konkretnego planu działania. Wspólnota podkreśla, że dla niej podłączenie do miejskiej sieci byłoby rozwiązaniem korzystnym.


To rodzi pytania. Jeśli nie wspólnota blokowała inwestycję, dlaczego przez lata mieszkańców zapewniano, że problem leży po jej stronie? I kto ma interes w tym, by w kolejnych kamienicach montować promienniki elektryczne jako docelowe rozwiązanie w kolejnych mieszkaniach?

Nie jest to odosobniony przypadek. Pisaliśmy już o podobnej sytuacji w materiale dotyczącym Doroty Denys z ul. Zakątnej. O sprawie informowaliśmy wielokrotnie (ostatni artykuł w linku poniżej)

W obu sprawach powtarza się ten sam schemat: zapowiedzi systemowego rozwiązania, brak finalizacji inwestycji i przerzucenie kosztów na lokatorów.

Promienniki są relatywnie tanie w montażu i nie wymagają rozbudowanej infrastruktury. Dla zarządcy to szybkie wyjście z sytuacji. Dla mieszkańców – długofalowe obciążenie. Zwłaszcza w budynkach o słabej izolacji i wysokich pomieszczeniach, gdzie efektywność takiego ogrzewania jest ograniczona. W kamienicy przy Kościuszki część lokali ma dostęp do gazu z sieci. W pobliżu przebiegają także instalacje ciepłownicze. Mimo to przez pięć lat nie zrealizowano zapowiadanego podłączenia do miejskiej sieci ani nie wypracowano innego trwałego rozwiązania.

Dla rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem nie jest to spór kompetencyjny między instytucjami. To codzienność w niedogrzanym mieszkaniu i rachunki, które przekraczają domowy budżet. Mieszkańcy zapowiadają wspólne pismo i domagają się jednoznacznej deklaracji: kiedy kamienica zostanie podłączona do miejskiego ciepła albo kiedy otrzyma zgodę na alternatywne, stabilne źródło ogrzewania. Po latach oczekiwania pytanie brzmi już nie „czy”, ale „dlaczego do tej pory tego nie zrobiono”.