Podczas pikiety obecni byli pracownicy szpitala, ordynator, dyrekcja oraz starosta wadowicki. Pojawili się także politycy, w tym poseł Filip Kaczyński wraz z matką Zofią Kaczyńską, radną powiatową, a także przewodniczący Rady Miejskiej w Wadowicach Piotr Hajnosz. Zebrani publicznie wyrażali zaskoczenie planami likwidacji oddziałów, co jednak pozostaje w wyraźnej sprzeczności z informacjami, jakie od miesięcy krążyły wokół szpitala.
Zofia Kaczyńska była bowiem członkinią komisji konkursowej, która wybierała dyrektorkę szpitala Barbarę Bulanowską. Sama dyrekcja przyznawała, że rozmowy o likwidacji ginekologii, położnictwa i neonatologii toczyły się już we wrześniu ubiegłego roku, a według innych relacji nawet na początku 2025 roku. Trudno więc mówić o nagłym i nieprzewidywalnym kryzysie, skoro plany restrukturyzacyjne były znane w starostwie i – jak wynika z rozmów – stanowiły wiedzę powszechną wśród osób decyzyjnych.
W tym kontekście nasuwa się pytanie, po co dziś udawać zaskoczenie, skoro problem był widoczny od dawna i można było zająć się nim wcześniej, zanim doszło do eskalacji napięcia. Zamiast realnych działań w momencie, gdy istniała jeszcze przestrzeń do ratowania oddziałów i miejsc pracy, obserwujemy dziś próby zbierania politycznych punktów na kryzysie, który dojrzewał miesiącami. Dla personelu i pacjentek nie ma to jednak większego znaczenia – skutki decyzji odczuwalne są tu i teraz.
Zarząd Powiatu w Wadowicach w opublikowanym oświadczeniu zapewnia, że jego celem jest zabezpieczenie opieki położniczej i ginekologicznej przy jednoczesnej stabilizacji finansowej szpitala. Zapowiedziano zwołanie na 20 stycznia Konwentu Wójtów i Burmistrzów oraz rozmowy z wojewodą i stroną rządową. Deklaracje te pojawiają się jednak dopiero w momencie, gdy widmo likwidacji oddziałów i masowych zwolnień stało się realne, a sprawa wyszła poza mury szpitala.
Dla pracowników oznacza to niepewność jutra, a dla mieszkanek powiatu – ryzyko utraty dostępu do porodów i specjalistycznej opieki na miejscu. W tej sytuacji coraz głośniej wybrzmiewa pytanie nie tylko o przyszłość szpitala, ale także o odpowiedzialność tych, którzy dziś deklarują zdziwienie, choć wcześniej mieli realny wpływ na bieg wydarzeń– i to jest sedno tematu. Co z pracownikami? Co z pacjentami? Nie ma już czasu ani miejsca na fałszywą troskę ze strony polityków. Liczą się realne działania i rozwiązanie tej skomplikowanej sytuacji, kiedy podjęte przez dyrekcję szpitala decyzje wydają się być ostateczne