To placówka szczególna. Od ponad 20 lat pełni rolę nie tylko szkoły, ale bezpiecznego miejsca dla uczniów wymagających indywidualnego podejścia, w tym dzieci w spektrum autyzmu. Rodzice podkreślają, że właśnie tu ich dzieci znalazły stabilność, zrozumienie i realne wsparcie. Zmiana szkoły to dla nich nie kosmetyczna korekta, lecz ryzyko cofnięcia się w rozwoju, utraty wypracowanych relacji i konieczności odnajdywania się w zupełnie obcym środowisku.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeśli szkoła ma zakończyć działalność z końcem sierpnia 2026 roku, organ prowadzący musi poinformować o tym do końca lutego. To oznacza, że zegar tyka, a margines na realne rozmowy dramatycznie się kurczy. Tymczasem propozycja przedstawiona przez gminę w trakcie negocjacji wywołała wśród rodziców ogromne emocje – 35 tysięcy złotych miesięcznego czynszu. Dla organizacji non-profit to kwota nie do udźwignięcia. Tym bardziej że inne szkoły prowadzone przez to samo stowarzyszenie na terenie gminy korzystają z budynków gminnych bezpłatnie.

3 lutego 2026 roku odbyło się spotkanie rodziców z dyrekcją i prezesem stowarzyszenia. Emocje były wyraźne – od gniewu po bezradność. Padły jednoznaczne słowa: taka stawka czynszu nie jest elementem rozmów, lecz prostą drogą do zamknięcia szkoły. Rodzice po raz kolejny apelowali o bezpośrednie spotkanie z burmistrzem. Tego jednak zabrakło.


Obecny był natomiast przewodniczący Rady Miejskiej, Piotr Hajnosz. Jego wypowiedzi wielu uczestników odebrało jako próbę rozmycia odpowiedzialności. Zamiast jednoznacznych deklaracji padały argumenty o istnieniu wiceburmistrzów i urzędników odpowiedzialnych za edukację, w tym Marty Budzyńskiej. Na sali szybko pojawiła się reakcja: skoro władze deklarują otwartość, to dlaczego wcześniej nie dopuszczono do głosu mieszkańców, którzy chcieli przyjść na sesję Rady Miejskiej i publicznie przedstawić swoje stanowisko? Dlaczego głos rodziców i nauczycieli, bezpośrednio dotkniętych skutkami decyzji, został pominięty?

Te pytania pozostały bez odpowiedzi. Wśród zgromadzonych dominowało przekonanie, że zamiast dialogu zastosowano uspokajające frazy, które nie zmieniają faktów. Dla rodziców sprawa jest jasna: decyzje zapadają w ratuszu, a na jego czele stoi burmistrz Bartosz Kaliński. To od niego i od władz wykonawczych oczekują jasnego stanowiska, a nie przerzucania odpowiedzialności pomiędzy urzędnikami.

W spotkaniu uczestniczyli także przedstawiciele parafii, Rady Sołeckiej oraz samorządowcy z gminy i powiatu. Brak jednoznacznych deklaracji tylko pogłębił poczucie, że sprawa szkoły utknęła w administracyjnym klinczu. Tymczasem dla lokalnej społeczności to nie jest dyskusja o paragrafach, lecz o przyszłości dzieci.

Cała sytuacja rozgrywa się w szczególnym momencie. Barwałd Dolny przygotowuje się do obchodów 700-lecia istnienia. Mieszkańcy pytają wprost, czy jubileusz ma być symbolem wspólnoty i ciągłości, czy raczej momentem, w którym podejmuje się decyzje uderzające w lokalne fundamenty. Zamknięcie szkoły z 130-letnią historią wielu odbiera jako zerwanie z tradycją i wartościami, o których tak chętnie mówi się przy okazji rocznic.

Rodzice, nauczyciele i mieszkańcy nie domagają się przywilejów. Oczekują rozmowy, realnych propozycji i decyzji, które uwzględniają dobro dzieci, a nie wyłącznie rachunek ekonomiczny. Czasu jest coraz mniej. Jeśli w najbliższych tygodniach nie zapadnie przełomowe rozstrzygnięcie, scenariusz zamknięcia szkoły stanie się faktem.

W Barwałdzie Dolnym wciąż czekają. Na decyzję, która pokaże, czy samorząd potrafi wziąć odpowiedzialność nie tylko za budynki i budżety, ale przede wszystkim za ludzi. Póki co, można podpisać petycję – https://www.petycjeonline.com/ratujmy_szko_w_barwadzie_dolnym