Poza trasami wycieczek i witrynami z kremówkami, lokalna rzeczywistość rządzi się swoimi, mało widocznymi regułami. Na pierwszy rzut oka wszystko gra: przetargi są rozpisywane, pozwolenia wydawane, a stołki obsadzane zgodnie z procedurami. Diabeł tkwi jednak w szczegółach i w tym, kto z kim pije kawę po godzinach.
Ciche mechanizmy pod wadowickim rynkiem
