Z radością informujemy, że jutro do domu w Szczawnicy wraca pan Wojciech, który 14 lutego około godz. 22 trafił do szpitala z odciętą prawą ręką na wysokości nadgarstka. Dwanaście dni po skomplikowanej operacji przeprowadzonej w Małopolskim Centrum Oparzeniowo‑Plastycznym Szpitala Rydygiera pacjent porusza już palcami i mówi, że czuje się szczęśliwy.
Po wypadku ratownicy GOPR przewieźli go najpierw do szpitala w Nowym Targu, gdzie poinformowano go, że możliwe jest jedynie przygotowanie kikuta, bo brakowało zespołu do replantacji. Ostatecznie trafił do Rydygiera, gdzie zabieg wykonała docent Anna Chrapusta.
Przebieg operacji i dalsze leczenie
Operacja trwała ponad sześć godzin. W ramach replantacji zespolono dwie tętnice, cztery żyły, dwa nerwy oraz siedemnaście ścięgien. Pacjent jest przygotowywany do wypisu; za siedem tygodni planowane jest usunięcie drutów, po czym rozpocznie się regularna rehabilitacja. Za około pół roku oceniona zostanie odruchowa i czuciowa funkcja dłoni.
Szef szpitala, Artur Asztabski, podkreśla, że zabieg powiódł się dzięki sprawnie działającemu systemowi ratownictwa i temu, że lekarz specjalista mógł przyjechać mimo dnia wolnego. Zwraca jednak uwagę na poważny problem systemowy: w sobotni wieczór walentynkowy żaden ośrodek w kraju nie pełnił całodobowego dyżuru replantacyjnego, co wynika z braku finansowania gotowości zespołów do natychmiastowych zabiegów.
NFZ finansuje same zabiegi replantacyjne, ale nie opłaca stałej gotowości szpitali do przyjęcia pacjentów w trybie nagłym. W efekcie pacjenci nie mogą polegać wyłącznie na szczęściu — zdaniem władz szpitala konieczne są systemowe rozwiązania zapewniające dyżury replantacyjne.
Małopolskie Centrum Oparzeniowo‑Plastyczne w Szpitalu Rydygiera należy do Ogólnopolskiego Systemu Replantacyjnego i Oparzeniowego, który daje dostęp do wysoko specjalistycznych procedur, w tym replantacji kończyn i leczenia skomplikowanych oparzeń. Do tej pory cztery ośrodki w kraju (Trzebnica, Poznań, Szczecin i Kraków) pełniły dyżury replantacyjne przez 10 dni w miesiącu, co zapewniało przyjęcie pacjentów w nagłych przypadkach — utrzymanie takiej gotowości nie jest jednak finansowane przez NFZ.
Prezes Rydygiera zaznacza, że szpital będzie dalej pomagać pacjentom na najwyższym możliwym poziomie, realizując zabiegi także „na własne ryzyko”, bo przywrócenie sprawności poprawia jakość życia pacjenta i zmniejsza późniejsze obciążenia systemu opieki społecznej. Pan Wojciech, którego ręka została odcięta przez pilarkę tarczową, jest przekonany, że odzyska sprawność.










