Problem w tym, że zdjęcie nie przedstawia prawdziwego zdarzenia. Wszystko wskazuje na to, że obraz został wygenerowany przez sztuczną inteligencję. I choć na pierwszy rzut oka wygląda efektownie, po chwili widać, że mamy do czynienia raczej z internetową sensacją niż dokumentacją realnego uderzenia pioruna. Sprawdziliśmy to miejsce i szybko okazało się, że zdjęcie jest internetowym żartem, choć niektórzy czytelnicy komentowali „Zdjęcie roku!!!” etc. Burze zawsze budzą emocje, a zdjęcia błyskawic należą do tych materiałów, które błyskawicznie rozchodzą się w sieci. Tym razem jednak granica między informacją a grafiką stworzoną przez AI została mocno zatarta. Wielu internautów uwierzyło, że piorun faktycznie trafił w auto lub jakiś element na parkingu w centrum Łodygowic na Placu Wolności. Inni od razu zwracali uwagę, że fotografia wygląda zbyt „idealnie”, a samo uderzenie pioruna ma charakterystyczny, sztucznie wygenerowany efekt.
To dobry przykład tego, jak łatwo dziś stworzyć obraz, który wygląda sensacyjnie, ale nie ma nic wspólnego z reporterskim zdjęciem. Sztuczna inteligencja potrafi wygenerować burzę, płonące niebo, dramatyczne światło i piorun uderzający dokładnie tam, gdzie autor polecenia sobie zażyczy. Problem zaczyna się wtedy, gdy taki obraz trafia do obiegu jako rzekomy zapis prawdziwego zdarzenia, wtedy wprowadza to zamęt i często niepokój w umysłach czytelników, którzy mimowolnie stają się pacynkami w teatrzyku dziennikarzy.
Co ciekawe, nasz czytelnik z Andrychowa również uchwycił podobne zjawisko atmosferyczne. Zdjęcie zostało wykonane z około 40-metrowego bloku w rejonie Pańskiej Góry. Na fotografii widać panoramę miasta i okolic, a także efektowne wyładowanie nad wieżą widokową. W tym przypadku jednak jasno zaznaczamy, że chodzi o pokazanie, jak łatwo podobny kadr może dziś wyglądać spektakularnie i jak dużą siłę oddziaływania mają takie obrazy w internecie.

To pokazuje, że odbiorcy powinni podchodzić z ostrożnością do zdjęć publikowanych w sieci, szczególnie jeśli przedstawiają wyjątkowo dramatyczne lub „zbyt filmowe” sceny. Liczba reakcji, udostępnień i komentarzy nie jest dowodem autentyczności. Wręcz przeciwnie – im bardziej sensacyjny obraz, tym większa potrzeba sprawdzenia, skąd pochodzi i czy rzeczywiście pokazuje prawdziwe zdarzenie.
Nie chodzi o to, by bać się każdej fotografii. Chodzi o zdrowy dystans. AI coraz częściej miesza się z prawdziwymi informacjami, a lokalne portale, profile i grupy społecznościowe będą musiały coraz uważniej pilnować, co publikują jako materiał reporterski.
Zdjęcie główne: Bielsko-Biała Super-Nowa fot. dominik Adamczyk
