O co dokładnie chodzi? InPost przygotował walizkę, którą można spakować, nadać w Paczkomacie i wysłać do wybranego kraju albo z zagranicy do Polski. To rozwiązanie kierowane jest przede wszystkim do osób podróżujących tanimi liniami lotniczymi, gdzie dopłaty za większy bagaż potrafią być wysokie, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym. Zamiast zabierać walizkę na lotnisko, podróżny może wysłać ją wcześniej i odebrać już na miejscu.
Walizka została dopasowana do największej skrytki Paczkomatu. Ma odpinane kółka, zamek szyfrowy i konstrukcję przystosowaną do transportu kurierskiego. Kosztuje 320 zł, a do tego należy doliczyć cenę samej przesyłki. Stawki różnią się w zależności od kraju. W grę wchodzą między innymi Włochy, Hiszpania, Portugalia, Francja, Belgia, Holandia i Luksemburg.
Pomysł szybko podzielił internautów. Część osób uważa, że to bardzo praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza przy powrotach z urlopu, kiedy w walizce zaczyna brakować miejsca na ubrania, prezenty i pamiątki. Jeden z komentujących napisał krótko: „Na powrót to w sumie spoko opcja. Ale nie wyobrażam sobie, że czekam 5 dni na bagaż w trakcie tygodniowych wakacji”.
I właśnie czas dostawy jest najczęściej podnoszoną wątpliwością. Jeżeli ktoś leci na krótki, kilkudniowy wyjazd, wysyłanie bagażu może być ryzykowne. Przesyłka musi zostać nadana odpowiednio wcześniej, a podróżny musi założyć, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. W komentarzach pojawiła się sugestia, że rozwiązanie miałoby większy sens, gdyby klient mógł wskazać konkretny przedział odbioru. „To by miało sens, gdyby można było nadać znacznie wcześniej i określić 48 godzinny przedział, w którym paczka zostanie odebrana” – ocenił jeden z internautów.
Nie brakuje też głosów sceptycznych wobec samej opłacalności. Jeden z komentujących porównał cenę usługi z dopłatą za bagaż w swoim locie. „Właśnie sprawdziłem cenę dopłaty za taką walizkę na mój lot i wyszło mi 95 zł w jedną stronę, więc trzeba być mega Januszem, żeby za max różnicę 2 x 40 zł bujać się z wysyłaniem walizki, zastanawiać się czy dotrze na czas, albo czy gdzieś jej nie przekierują” – napisał.
Inni zwracają uwagę na logistykę. Przy dużej popularności usługi mogą pojawić się typowe problemy znane z odbioru paczek: brak miejsca w wybranym automacie, przekierowanie przesyłki do innego punktu albo opóźnienie dostawy. Jeden z internautów ironizował, że paczka mogłaby trafić do innego miasta, a klient musiałby szybko decydować, co dalej. Inny komentujący studził emocje, ale przyznał, że przesunięcie odbioru o kilka kilometrów albo opóźnienie są realnym scenariuszem.
Zwolennicy nowej usługi podkreślają jednak, że nie trzeba czekać z nadaniem walizki do ostatniej chwili. Można wysłać ją kilka dni przed wylotem, tak aby dotarła mniej więcej w czasie przyjazdu. „Wylatujesz 10.06.2026, nadajesz 06.06.2026 r., tak by trafić z okienkiem odbioru w trakcie przylotu” – wskazał jeden z użytkowników.
Nowy pomysł InPostu może więc sprawdzić się, ale nie w każdej sytuacji. Najbardziej sensownie wygląda przy dłuższych wyjazdach, powrotach z wakacji, podróżach rodzinnych albo wtedy, gdy koszt bagażu lotniczego jest wyjątkowo wysoki. Przy krótkim urlopie lub napiętym planie podróży tradycyjny bagaż w samolocie może nadal okazać się bezpieczniejszym wyborem.
Jedno jest pewne: InPost trafił w temat, który od dawna irytuje podróżnych. Limity bagażu, dopłaty w tanich liniach i coraz bardziej skomplikowane zasady przewozu walizek sprawiły, że alternatywa w postaci wysyłki bagażu Paczkomatem natychmiast przyciągnęła uwagę. O tym, czy będzie to realna rewolucja, zdecyduje jednak nie sam pomysł, ale niezawodność całego procesu.
