To już nie jest polityka. To żenujący spektakl desperacji i braku szacunku dla ludzi, którzy naprawdę ryzykują życiem.
Poseł Filip Kaczyński dostał w Choczni jasny, bolesny komunikat od swoich własnych druhów: dość. Nie chcą go jako delegata. Mają dość posła, który pojawia się tylko na zdjęciach w mundurze i na Facebooku. W Choczni wybrali prawdziwych strażaków: Marcina Balona na prezesa i Mariusza Jakubasa na naczelnika. Ludzi, którzy gaszą, trenują, naprawiają sprzęt i żyją remizą na co dzień – a nie politycznego turysty w berecie.
Wydawało się, że nawet Kaczyński zrozumie sygnał. Ale nie. Zamiast przyjąć porażkę jak mężczyzna i skupić się na pracy w Sejmie, postanowił obejść decyzję druhów jak klasyczny kombinator.
W sobotę 28 marca na zebraniu w OSP Bęczyn – jednostce, z którą nigdy nie miał nic wspólnego – nagle „przypomniał sobie”, że jest strażakiem. Zero akcji, zero treningów, zero więzi z lokalnymi druhami. Po prostu wpisał się na listę na ostatnią chwilę i… został delegatem. A teraz został już delegatem gminnych OSP z gminy Brzeźnica na zjazd powiatowy.
To nie jest przypadek. To świadomy, bezczelny numer „na chama”.
Kaczyński nie potrafi zaakceptować faktu, że we własnej jednostce – Choczni stracił twarz i zaufanie. Zamiast uszanować decyzję strażaków – tych samych, których przez lata wykorzystywał do budowania wizerunku – szuka sobie nowej remizy „Nie chcą mnie tu? To wejdę tam siłą!”.
Drodzy druhowie z Brzeźnicy, Bęczyna i całego powiatu wadowickiego – patrzcie na to uważnie.
To nie jest „druh poseł”. To jest polityk, który traktuje Ochotniczą Straż Pożarną jak swoją prywatną maszynkę do robienia kariery i zdjęć. Gdy mu pasuje – jest strażakiem z krwi i kości. Gdy strażacy mówią „nie” – szuka obejścia, wpisuje się na chama do obcej jednostki i próbuje siłowo przecisnąć się dalej.
Miejsce posła jest w Sejmie.
Miejsce prawdziwego strażaka jest w remizie – na ćwiczeniach, przy wozie i na akcji, a nie tylko na uroczystościach i lajkach.
Chocznia pokazała godność i charakter. Powiedziała głośno: nie chcemy politycznego dekoratora.
Bęczyn i gmina Brzeźnica stały się niestety przykładem, jak tupet, koneksje i ostatnia chwila pozwalają obejść wolę druhów.
Teraz wszystko w rękach pozostałych delegatów na zjeździe powiatowym.
Czy pozwolicie, żeby człowiek odrzucony przez własną jednostkę dalej sterował strukturami OSP w powiecie? Czy Ochotnicza Straż Pożarna ma pozostać wspólnotą służby, braterstwa i prawdziwego poświęcenia – czy stać się prywatnym folwarkiem posła, który nie umie przyjąć „nie”?
Straż to nie Sejm. Tu nie ma immunitetu ani politycznej protekcji.
Tu liczy się czyn, pot na czole, brud na mundurze i zaufanie druhów – a nie tytuł poselski i desperacka walka o „strażacką koronę”.
Druhowie z Choczni zaczęli.
Czas, żeby reszta dokończyła.
Czekamy na zjazd powiatowy.
Strażacy przecież mogą z własnych szeregów wybrać prawdziwego strażaka – człowieka z doświadczeniem, szacunkiem druhów i prawdziwą znajomością tego, czym jest akcja strażacka. A nie przebierańca, jak wielu o nim mówi.
Dość tej gry.
OSP zasługuje na prawdziwych strażaków, a nie na politycznych intruzów, którzy wchodzą tylnymi drzwiami.
