Z oficjalnych informacji przekazanych przez rzecznik wadowickiej policji wynika, że czynności wyjaśniające w sprawie ewentualnego popełnienia wykroczenia z artykułu 70 Kodeksu wykroczeń zostały oficjalnie zakończone. Wynik? Policja odstąpiła od skierowania wniosku o ukaranie do sądu. Jako powód wskazano kategorycznie brzmiącą formułę: brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. W toku postępowania przesłuchano świadków, w tym urzędników oraz ratowników medycznych wzywanych tamtego dnia do Urzędu Miejskiego. W charakterze świadka zeznawała również sama Beata Smolec.
Prawdziwy zwrot akcji kryje się jednak w zupełnie innym miejscu aktu sprawy. Okazuje się, że policjanci prowadzący postępowanie próbowali dotrzeć do najbardziej obiektywnego dowodu, jaki w takich okolicznościach istnieje. Wystąpili do prokuratury z formalnym wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy lekarskiej i udostępnienie dokumentacji medycznej z dnia zdarzenia. To właśnie ten krok mógł raz na zawsze przeciąć wszelkie spekulacje i oczyścić imię włodarz miasta albo wręcz przeciwnie – dać podstawę do wyciągnięcia surowych konsekwencji. Prokuratura powiedziała jednak stanowcze „nie”.
Decyzja śledczych o odrzuceniu wniosku policji zablokowała kluczowy materiał dowodowy i skutecznie zamknęła sprawę na etapie policyjnych czynności. Z punktu widzenia liter prawa sytuacja jest zawiła. Tajemnica lekarska podlega w Polsce szczególnej ochronie, a jej uchylenie przez prokuratora w sprawach dotyczących drobnych wykroczeń – w przeciwieństwie do ciężkich przestępstw – zdarza się niezwykle rzadko. Standardy procesowe swoją drogą, ale odczucie społeczne pozostaje nieubłagane. Bez dostępu do dokumentów medycznych jedynym filarem postępowania stały się zeznania świadków, czyli osób bezpośrednio związanych z magistratem oraz personelu medycznego, który z mocy prawa również wiążą tajemnice zawodowe.
W efekcie powstaje mechanizm, w którym brak dostępu do kluczowych dokumentów automatycznie uniemożliwia zebranie twardych dowodów, co z kolei daje formalny powód do umorzenia sprawy. Wszystko odbyło się w majestacie prawa i zgodnie z procedurami, lecz w oczach mieszkańców sprawa z maja tego roku nie doczekała się przejrzystego wyjaśnienia. Odrzucenie wniosku o zwolnienie z tajemnicy lekarskiej sprawiło, że zamiast kategorycznych ustaleń pozostają jedynie niedomówienia. Choć Beata Smolec w świetle prawa pozostaje czysta, a policja zamknęła akta, to pytania o to, co naprawdę wydarzyło się w maju w budynku przy Rynku, będą krążyć po korytarzach andrychowskiego urzędu jeszcze bardzo długo.
Poniżej cała odpowiedź rzecznik KPP Wadowice asp. sztab. Agnieszki Petek:
w odpowiedzi na wiadomość e-mail z dnia 19 sierpnia 2026 roku dotyczącą czynności wyjaśniających prowadzonych w związku z zawiadomieniem o możliwości popełnienia wykroczenia z art. 70 § 2 KW, do którego miało dojść 25 maja 2026 roku w budynku Urzędu Miejskiego w Andrychowie przy ul. Rynek, uprzejmie informuję, że przedmiotowe czynności wyjaśniające zostały zakończone. Odstąpiono od skierowania wniosku o ukaranie z uwagi na brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. Jednocześnie informuję, że w toku prowadzonych czynności ustalono i przesłuchano świadków zdarzenia, w tym pracowników Urzędu Miejskiego w Andrychowie oraz ratowników medycznych. Burmistrz Andrychowa również została przesłuchana w charakterze świadka. Ponadto informuję, że prowadzący sprawę wystąpił do Prokuratury z wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy lekarskiej i udostępnienie dokumentacji medycznej jednak wniosek został rozpatrzony negatywnie.
