Według pisma ZGM prace mają zostać wykonane w styczniu, a powodem jest niespełnianie wymogów uchwały antysmogowej. Mieszkanka nie kryje oburzenia, bo – jak podkreśla – posiada protokoły i dokumentację potwierdzającą możliwość użytkowania kominka przy spalaniu suchego drewna, zgodnie z obowiązującymi normami.

Historia tej rodziny od dawna budzi emocje. Pani Dorota mieszka w tym budynku od ponad 25 lat. Przez lata inwestowała własne środki w remonty, działając w przekonaniu, że w przyszłości będzie mogła wykupić nieruchomość. Jak twierdzi, jeszcze przed przejęciem domu przez miasto w 2017 roku słyszała od urzędników zapewnienia, że taka ścieżka jest realna. Po zmianie właściciela narracja miała się jednak diametralnie zmienić. Zamiast rozmów o uregulowaniu sytuacji pojawiły się kolejne kontrole, pisma i decyzje, które – w jej ocenie – systematycznie pogarszają warunki życia.
Zapowiedź likwidacji kominka to dla niej punkt krytyczny. Odcięcie ogrzewania w praktyce oznaczałoby pozostawienie rodziny bez ciepła. – To nie jest spór o przepisy, tylko próba wypchnięcia mnie z tego domu – mówi kobieta. Podkreśla, że lokal już dziś jest w złym stanie technicznym: mały, zagrzybiony, z uciążliwym zapachem wilgoci. Mimo to miesięczny czynsz wraz z opłatami sięga około tysiąca złotych.
Na tym tle coraz częściej pojawiają się porównania, które dodatkowo podgrzewają atmosferę. W Bielsku-Białej prywatny przedsiębiorca prowadzący schronisko na Koziej Górce dzierżawi od miasta teren liczony w tysiącach metrów kwadratowych, płacąc – jak wynika z dostępnych informacji – jedynie kilkaset złotych czynszu miesięcznie. Kontrast pomiędzy tą stawką a opłatami ponoszonymi przez samotną matkę z trójką dzieci rodzi pytania o równe traktowanie najemców i dzierżawców miejskiego majątku.
ZGM konsekwentnie podkreśla, że działa zgodnie z przepisami i realizuje obowiązki wynikające z prawa. Pani Dorota odpowiada, że z jej perspektywy prawo stało się narzędziem presji. – Nie proszę o przywileje. Chcę tylko spokoju i normalnych warunków do życia – mówi. Dodatkowo wątpliwości budzi fakt, że w rządowym poradniku bezpieczeństwa jest wskazane, aby w miejscu zamieszkania było dodatkowe źródło ciepła, które nie działa na prąd! – pani Dorota Denys mówiła kierownikowi Ryszardowi Bodzek o tym fakcie. Natomiast zastępca kierownika Łukasz Dzida stwierdził, że nie posiada książeczki „Poradnik bezpieczeństwa”.
„Rozmawiali ze mną jak z głupią” – wspomina pani Dorota

Spór trwa od lat i, jak widać, nie traci na intensywności. Nowa próba odcięcia ogrzewania sprawia, że sytuacja rodziny znów staje się dramatycznie niepewna- mamy środek zimy a mrozy są bardzo silne.
To nie koniec kontrowersji. Pani Dorota zainwestowała dziesiątki tysięcy złotych w instalację wodno- kanalizacyjną a teraz dowiaduje się, że miasto chce rozbudować tę instalację, która de facto jest własnością pani Doroty a zaznaczyć trzeba, że przez tyle lat miasto nie zadbało o odpowiednią instalację wodno- kanalizacyjną. Pomimo tego pani Dorota otrzymała pismo:

Można powiedzieć, że zasadniczo pismo jest zgodne z prawem. Problem pojawia się jednak na innym poziomie. Pismo ma charakter informacyjno-nakazowy, ale nie wskazuje, czy planowane prace wynikają z nagłej konieczności technicznej, czy z inwestycji poprawiającej standard drugiego lokalu. To istotne, ponieważ lokator nie ma obowiązku ponoszenia skutków inwestycji, które nie służą jego lokalowi lub mogą pogorszyć warunki zamieszkania. W piśmie brakuje też informacji o zakresie ingerencji w część piwniczną, czasie trwania robót oraz ewentualnej odpowiedzialności za szkody. Wątpliwości budzi również ton dokumentu. ZGM przypomina o obowiązkach lokatora, ale nie odnosi się do jego praw, w tym prawa do spokojnego korzystania z lokalu i do informacji o konsekwencjach prac. Brak jest także jednoznacznej podstawy, która uzasadniałaby realizację robót dokładnie w zaproponowanym terminie, bez wcześniejszych konsultacji.
Do tematu będziemy wracać.
Zobaczcie nasz materiał wideo z poprzedniej interwencji: