Dwa dni rywalizacji w Rzeszowie i trudne wyzwanie, z którym przyszło się zmierzyć nie tylko przy stole. Podczas Grand Prix Polski juniorek w tenisie stołowym, rozegranego 20 i 21 lutego, mieszkanka Inwałdu Zuzanna Piekarczyk potwierdziła, że należy do ścisłej krajowej czołówki w swojej kategorii wiekowej. Osiągnięty wynik smakuje tym bardziej, że zawodniczka zmaga się z kontuzją pleców.
Uraz dał o sobie znać już tydzień wcześniej podczas Wojewódzkiego Turnieju Klasyfikacyjnego, który w jej wykonaniu był wyraźnie nieudany. Do Rzeszowa zawodniczka pojechała nie w pełni sił, wspomagając się środkami łagodzącymi ból. Mimo to reprezentantka Skawy Wadowice zaprezentowała wysoki poziom.
W piątkowych eliminacjach spisała się bardzo solidnie. W fazie grupowej wygrała 3:0 z Leną Stefaniec z Orląt Bilcza, Zofią Zając z AZS Wrocław oraz Wiktorią Porębą z Politechniki Rzeszów. O awans do turnieju głównego musiała powalczyć w barażu z Gabrielą Bożyk z Ósemki Białystok. Prowadziła już 2:0 w setach, rywalka doprowadziła do wyrównania, jednak w decydującej partii to Piekarczyk zachowała więcej zimnej krwi i przypieczętowała zwycięstwo.
Rozstawiona z numerem 47 w turnieju głównym ponownie udowodniła, że potrafi rywalizować z wyżej notowanymi przeciwniczkami. W grupie pokonała 3:1 Antoninę Zembowicz z Bogorii Grodzisk Mazowiecki oraz Natalię Skowrońską z CKiS Skawina. W takim samym stosunku uległa Marii Karczmarz z Dojlid Białystok, co pozwoliło jej awansować do fazy pucharowej z drugiego miejsca.
W pierwszej rundzie play-off wygrała po pięciosetowym boju z Anną Pacelt z Dojlid Białystok. W kolejnym meczu musiała uznać wyższość Łucji Kobosz z MATS Rzeszów, przegrywając 0:3. Na zakończenie turnieju zwyciężyła 3:0 z Sandrą Murawką z AZS Wrocław, co dało jej miejsce w przedziale 17–24.
Warto podkreślić, że zawodniczka z Inwałdu dopiero weszła w wiek juniora i mierzy się z rywalkami nawet o cztery lata starszymi. Występ w Rzeszowie pokazuje, że mimo problemów zdrowotnych potrafi skutecznie konkurować z bardziej doświadczonymi zawodniczkami. Jeśli kontuzja nie pokrzyżuje planów, kolejne starty mogą przynieść jeszcze lepsze rezultaty.
Fot. Facebook/Polski Związek Tenisa Stołowego