Sobotnie popołudnie w Sułkowicach-Łęgu powinno wyglądać zwyczajnie: dzieci na boisku, piłka, ruch i bezpieczna zabawa. Zamiast tego mieszkańcy wskazują na problem, który od dłuższego czasu budzi emocje. Boiska pozostają zamknięte, a bramy zabezpieczone na klucz.
Efekt jest łatwy do przewidzenia. Dzieci nie rezygnują z aktywności, tylko przenoszą ją tam, gdzie mogą – na asfalt, kostkę brukową i inne twarde nawierzchnie. To miejsca, które nie są przeznaczone do gry w piłkę i nie zapewniają takiego bezpieczeństwa jak boisko.
W sobotę około godziny 14:30 doszło do sytuacji, która pokazuje skalę problemu. Podczas zabawy jedno z dzieci przewróciło się i doznało silnego urazu nogi. Na szczęście nie doszło do złamania, jednak ból był na tyle duży, że dziecko wracało do domu kulejąc.
Sprawa rodzi pytania o dostępność infrastruktury sportowej dla najmłodszych. Skoro boiska zostały stworzone po to, aby dzieci i młodzież mogły bezpiecznie spędzać czas, trudno zrozumieć, dlaczego w wolne dni pozostają niedostępne. Zwłaszcza wtedy, gdy pogoda i czas wolny naturalnie zachęcają do aktywności.
Mieszkańcy podkreślają, że dzieci będą się bawić niezależnie od tego, czy brama na boisko będzie otwarta. Jeśli nie znajdą bezpiecznego miejsca, wybiorą inne – często znacznie bardziej ryzykowne. A wtedy nawet pozornie zwykła gra może skończyć się urazem.
To nie jest tylko kwestia organizacji dostępu do obiektu. To także pytanie o odpowiedzialność za przestrzeń publiczną i realne potrzeby najmłodszych mieszkańców. Zamknięte boisko nie rozwiązuje problemu bezpieczeństwa – może jedynie przenieść go w mniej kontrolowane miejsce.
