Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” honorowego imienia „Bohaterów UPA” wywołała falę komentarzy i oburzenia w Polsce. Dla wielu Polaków jest to nie tylko niezrozumiały gest, ale również działanie, które podważa wysiłki na rzecz budowania dobrych relacji między oboma narodami.
Pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego właśnie teraz?
Dlaczego w momencie, gdy Ukraina nadal korzysta z politycznego, militarnego i humanitarnego wsparcia Zachodu, a szczególnie Polski, prezydent Zełenski decyduje się na symboliczny krok, który dla milionów Polaków musi być bolesny?
Przypomnijmy, że po rosyjskiej inwazji w 2022 roku Polska otworzyła swoje granice dla milionów uchodźców. Tysiące rodzin przyjmowały Ukraińców pod własny dach. Organizowano zbiórki żywności, leków i odzieży. Polska przekazywała sprzęt wojskowy, zabiegała o wsparcie dla Ukrainy w Europie i na świecie, a zwykli obywatele wykazali się solidarnością na niespotykaną wcześniej skalę.
Tym większe emocje budzi decyzja o uhonorowaniu formacji, która w polskiej pamięci historycznej jest nierozerwalnie związana ze zbrodniami na ludności cywilnej.
Czym były OUN i UPA?
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) powstała w czasie II wojny światowej jako zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). OUN była radykalnym ruchem nacjonalistycznym dążącym do stworzenia niepodległego państwa ukraińskiego.
W ramach OUN działała frakcja kierowana przez Stepana Banderę, znana jako OUN-B. To właśnie z nią najczęściej kojarzona jest późniejsza działalność UPA.
Dla wielu Ukraińców członkowie OUN i UPA są bohaterami walki o niepodległość przeciwko Związkowi Radzieckiemu i innym okupantom. Jednak w Polsce pamięć o tych organizacjach jest zupełnie inna.
Historycy nie mają wątpliwości, że oddziały UPA przeprowadziły masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Kulminacją tych działań była tak zwana Krwawa Niedziela 11 lipca 1943 roku, gdy jednocześnie zaatakowano dziesiątki polskich miejscowości.
Szacuje się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tysięcy Polaków, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze.
Kim był Stepan Bandera?
Stepan Bandera jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii Europy Środkowo-Wschodniej.
Dla części Ukraińców pozostaje symbolem walki o niepodległość i oporu wobec dominacji sowieckiej. Jego pomniki można spotkać w wielu miastach zachodniej Ukrainy, a jego nazwisko dla części społeczeństwa jest synonimem patriotyzmu.
W Polsce jest postrzegany zupełnie inaczej. Jako przywódca frakcji OUN-B odpowiadał za ideologiczne fundamenty ruchu, z którego wywodziła się UPA. Chociaż historycy nadal dyskutują nad zakresem jego bezpośredniej odpowiedzialności za poszczególne wydarzenia, jego nazwisko pozostaje nierozerwalnie związane ze zbrodniami dokonanymi na Polakach.
Dlatego wszelkie próby gloryfikowania Bander y, OUN czy UPA są w Polsce odbierane wyjątkowo negatywnie.
Dlaczego Zełenski podjął taką decyzję?
Na to pytanie trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć.
Być może jest to ukłon w stronę środowisk patriotycznych i nacjonalistycznych na Ukrainie. Być może chodzi o wzmacnianie morale społeczeństwa w czasie wojny. Możliwe też, że władze w Kijowie uznały, iż korzyści polityczne na rynku wewnętrznym są ważniejsze niż reakcje zagranicznych partnerów.
Nie zmienia to jednak faktu, że skutki tej decyzji mogą być odczuwalne również poza Ukrainą.
Od lat zarówno polscy, jak i ukraińscy politycy podkreślają potrzebę pojednania. Trudno jednak budować wzajemne zaufanie, gdy jedna strona czci formację odpowiedzialną za śmierć dziesiątek tysięcy obywateli drugiej strony.
Milczenie polskich władz
Równie zaskakujący jest brak zdecydowanej reakcji polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Do tej pory nie pojawiło się stanowcze stanowisko potępiające decyzję Wołodymyra Zełenskiego.
Wielu komentatorów zadaje pytanie, czy polska dyplomacja nie powinna wyraźniej reagować w sprawach dotyczących pamięci historycznej. Zwłaszcza gdy chodzi o organizację odpowiedzialną za jedną z największych tragedii w historii narodu polskiego.
Brak reakcji jest przez część opinii publicznej odbierany jako niezrozumiała bierność.
Rana, która wciąż się nie zagoiła
Dla wielu rodzin na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie czy w Małopolsce Wołyń nie jest jedynie rozdziałem w podręczniku historii. To część rodzinnych wspomnień przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Dlatego decyzja o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” nie jest zwykłą zmianą nazwy. Dla wielu Polaków to symboliczny gest, który przypomina o jednej z najtragiczniejszych kart wspólnej historii.
I właśnie dlatego tak wielu z nich pyta dziś: czy naprawdę nie było innego patrona dla ukraińskiej jednostki specjalnej? Czy po latach polskiego wsparcia i solidarności nie można było uniknąć decyzji, która z góry musiała wywołać oburzenie nad Wisłą?
Zdjęcie: Instagram: zelenskyy_official
