Przejdź do treści

Zielona ściema w czystej postaci: Kto tu jest odklejony od rzeczywistości?

Kiedy do głosu dochodzą politycy oderwani od realiów polskiej prowincji, szybko okazuje się, że zamiast realnej pracy dostajemy spektakle urzędowej hipokryzji. Paulina Hennig-Kloska (ur. 5 października 1977 w Gnieźnie, posłanka na Sejm VIII, IX i X kadencji oraz minister klimatu i środowiska) doskonale wpisuje się w ten schemat. Zamiast zająć się faktycznymi, poważnymi problemami polskiego leśnictwa i gospodarki, próbuje udawać, że robi wielką rewolucję, serwując obywatelom kolejne wydmuszki pokroju tzw. lasów społecznych.

Biurokracja w koronie, czyli fikcja zamiast konkretów

Przez dziesięciolecia polskie lasy funkcjonowały w oparciu o sprawdzony model wielofunkcyjnej gospodarki leśnej, łączący ochronę przyrody, rekreację i pozyskiwanie surowca. Nikomu nie trzeba było tłumaczyć, jak korzystać z natury. Nagle jednak pojawiają się ministerialne gabinety i twory pokroju szefowej resortu klimatu, które na siłę próbują odkryć koło na nowo.

Wprowadzenie statusu lasów społecznych wiąże się z tworzeniem sztucznych komitetów dialogowych, tonami biurokratycznej dokumentacji i paraliżem normalnej pracy. Zamiast sensownych rozwiązań dostajemy czysty pijar i próbę zamydlenia oczu wyborcom, że urzędnicy „dbają o ekologię”. Kto na tym zyskuje? Z pewnością nie mieszkańcy, którzy zyskują tylko kolejne zakazy i ograniczenia.

Po cholerę nam ten absurd w powiecie wadowickim?

Cały ten nonsens idealnie widać, gdy spojrzymy na regiony takie jak powiat wadowicki czy malownicze tereny Beskidu Małego. Miejscowi doskonale wiedzą, jak żyć z lasem za pan brat, bez pouczania przez warszawskich polityków.

Wprowadzanie do takich miejsc ideologicznych projektów to czysta kpina. Ludzie w Wadowicach nie potrzebują ministerialnych namaszczeń ani sztucznych stref dialogu, żeby pójść na spacer. Zamiast kolejnych martwych przepisów, które komplikują życie i pracę, region potrzebuje świętego spokoju, a nie urzędniczych eksperymentów kogoś, kto całkowicie odkleił się od rzeczywistości. Lasy społeczne w powiecie wadowickim? Oby nigdy nie powstały.

Avatar autora: Dawid Kierczak

Dawid Kierczak

Rodowity andrychowianin, który od ponad dekady konsekwentnie zajmuje się dziennikarstwem lokalnym. W swojej pracy chętnie sięga po tematy niewygodne, zwracając uwagę na niespójności, nierówności i zaniedbania, które zbyt często umykają publicznej debacie. Jego publikacje cechuje krytyczne spojrzenie na funkcjonowanie systemu oraz wyczulenie na społeczne absurdy. Po godzinach oddaje się swojej pasji do historii, ze szczególnym uwzględnieniem lotnictwa okresu II wojny światowej. Równowagę między powagą tematów a codziennością odnajduje w świecie gier komputerowych.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
JanS
JanS
18 dni temu

Autora zapraszamy do lasów wokół Andrychowa. Może wtedy przestanie publikować ideologiczne bzdury, bo chaotyczna wycinka (która już sprawia problemy z wodą w gminie) to nie przykład tego “jak żyć z lasem za pan brat” i nie „sprawdzony model wielofunkcyjnej gospodarki leśnej, łączący ochronę przyrody, rekreację i pozyskiwanie surowca,” tylko po prostu skok na kasę ze strony lasów państwowych.

Wojtek
Wojtek
18 dni temu

Przypominam nieśmiało autorowi, iż tzw. lasy społeczne, a właściwie „lasy o zwiększonej funkcji społecznej” zostały powołane zarządzeniem nr 58 w 2022r. przez Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, a nie ministra. Pozdrawiam serdecznie

[esi wrzucinfo_modal cache="public" ttl="900"]
Menu