Krok ten wywołał w internecie potężne oburzenie, na które autorka odpowiedziała obszernym oświadczeniem.

Tłumaczenia, w których padają słowa o braku intencji zarabiania na śmierci, braku przewidywania konsekwencji, czy działaniu pod wpływem silnych emocji, zamiast wyciszyć sprawę, jeszcze bardziej zaostrzyły krytykę. Internauci i przedstawiciele branży fotograficznej pytają wprost, na jaki efekt można było liczyć, wysyłając kwotowe żądania finansowe do walczących o przetrwanie fundacji, które po prostu chciały oddać hołd swojemu dobroczyńcy.
Z czysto formalnego i prawnego punktu widzenia odpowiedź na pytanie, czy autorka miała prawo żądać usunięcia zdjęcia i rekompensaty, brzmi: tak. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych traktuje fotografię jako utwór chroniony od momentu jej powstania. Prawo to ma charakter bezwzględny i nie zawiera żadnych wyjątków emocjonalnych czy zwyczajowych. Powszechne przekonanie, że zdjęcie opublikowane na profilu zmarłego na Facebooku staje się darmowe dla każdego, kto podpisze je źródłem, jest z punktu widzenia przepisów całkowitym błędem. Nawet szlachetny, charytatywny cel nie tworzy automatycznej licencji na użycie cudzej pracy.
Mimo że od strony paragrafów fotografka stoi na wygranej pozycji, jej postępowanie wywołało głęboki kryzys etyczny i uderzyło w całe środowisko twórców. Dochodzenie roszczeń za portret pośmiertny użyty niekomercyjnie w celach pamiątkowych stoi w sprzeczności z elementarnym wyczuciem taktu i obyczajem branżowym. Żądane 2000 złotych stanowi przy tym agresywną stawce przedsądową, która w ewentualnym procesie sądowym mogłaby zostać drastycznie obniżona, gdyż sądy wyceniają realną szkodę na podstawie stawek rynkowych za niekomercyjne użycie.
Spór ten doprowadził również do niebezpiecznego absurdu w relacjach społecznych, wywołując u ludzi strach przed zwykłym udostępnianiem pamiątkowych kadrów. Jednocześnie fala nienawiści, groźby karalne i nękanie, z którymi musiała zmierzyć się autorka, stanowią ewidentne złamanie prawa karnego. Cała sprawa zapisze się jako dobitny przykład sytuacji, w której sztywny paragraf został użyty w sposób całkowicie pozbawiony ludzkich odruchów, a próby jego usprawiedliwiania jedynie przypieczętowały wizerunkową katastrofę.
